weszłam do pracy i od razu poczułam jedzenie..
gotujące się pieczarki pachniały cudnie, zapach pasztecików które jeden z kucharzy właśnie wyjmował z piekarnika, czułam święta w powietrzu..
produkcja pierogów które tak uwielbiam dziś mnie ominęła..
od razu zabrałam się za mycie naczyń..wolałam siedzieć na zmywaku niż w tych pierogach..
zdziwienie szefowej..:D
- karolina ty się bierzesz za mycie naczyń? jakieś święto ? :)
haha.. lepsze to niż jeść..
obiad.. oczywiście pierogi..
-Karolina chodź pierogi już są..
- nie lubię pierogów..
-O.o nie lubisz ?
- no naprawdę nie lubię :)
- to weź sobie rybkę z ziemniakami...
- ryb nie jem bo mają ośći, nie lubię się z nimi bawić...
- to co ty jadasz?.. wgl ostatnimi czasy nic nie lubisz, albo nie jesteś głodna.. czy ty się czasem znowu nie odchudzasz ??
- nie co pani nie mam z czego (haha wtedy pomyślałam że to było największe kłamstwo jakie z siebie wydobyłam, czułam się źle że ich okłamałam, ale co miałam zrobić)
- to chodź tu do nas wypijesz barszczyk, bo wiem że to akurat lubisz :)
- jasne czemu nie ( i wtedy ją znienawidziłam)..
- weź do tego pasztecika..
I to był koniec jadłam go chyba z 30 minut..nie chciałam jeść tak bardzo nie chciałam..połykałam z ogromnymi wyrzutami sumienia.. każdy kęs zadawał coraz większy ból w żołądku..
przyszłam do domu zła, zmęczona i obrzydliwie gruba..
a na dodatek mama do mnie że pewnie nic nie jadłam znając moją dietę bo tam wszystko smażone itd..
nalała mi zupy grochowej.. myślałam że umrę..
zjadłam.. musiałam..
czuję się fatalnie.. odrazu po tym świństwie poszłam ćwiczyć ale wiem że dużo mi to nie pomoże..
jutro zrobie sobie kanapki że niby w szkole zjem a wyrzucę je po drodze do szkoły.. potem pujdę do dziadka na cmentarz.. wygadam się mu.. wiem że słucha i wie jak mi ciężko że odszedł..
dobranoc.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz