zdecydowanie najgorszy weekend jaki przeżyłam...
najpierw te piepszone urodzinki w sobotę..postanowiłam że zjem mało bo jestem taka tłusta...
Tort udało mi się ominąć, powiedziałam że nie lubię bezów..więc szło nieźle..
ale potem wszyscy mi nakładali jedzenie..
- ty znowu nic nie jesz..myślisz że jestem głupia
słowa mojej siostry..
- przecież jem..
- nie kłam jestes nie normalna.. jak nie zaczniesz jeść, powiem wszystko mamie..
-mów co chcesz ja wiem swoje..
-przyniose ci coś jak to zjesz nic nie powiem rodzicom
-OK
i wtedy świat mi sięzawalił..
przyniosła cały kopiec frytek..
pomyślałam to już po mnie..
siedziała ze mną tak długo aż wszystko zjadłam.. czułam się fatalnie..chciałam wszystko z siebie wyrzucić ...
i potem już tylko jadłam, jadłam, piłam, jadłam,jadłam ,jadłam,jadłam, jadłam,jadłam...
i jeszcze dzisiejsza wigilia klasowa..
wychowawczyni składająca życzenia..
-wszystkiego...bla bla bla i na końcu... i żebyś troszkę nam przytyła.. bo strasznie chudniesz..żebyś nam w chorobę nie wpadła..
Jak ona mogła mi życzyć żebym przytyła ??
usiadła obok mnie i ciągle coś mi nakładała na talerz... ciasta, ryby, sałatki, pierogi, paszteciki... wszystko we mnie wciskała.. czuję się tłusta.. nienawidzę jej i nikogo czuję się tłusta.. a moja waga.. krzyczy z bólu jak na niej staje..





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz