dziś szkoła..oczywiście jak zwykle zaspałam.. jej myślałam że wychowawczyni mnie zabije ale uśmiechnęła się tyko szeroko i powiedziała że nie pyta czemu mnie nie było, bo już zna odpowiedz :)
też ją obdarzyłam uśmiechem oczywiście sztucznym bo szczery uśmiech w moim przypadku nie zdarza się często ale nauczyłam się to świetnie udawać..
jeszcze w pierwszej klasie szkoły zawodowej chodziłam do klasy z typowym podrywaczem..znaczy tak tylko mi się wydawało.. ale kiedy zmienił kierunek, nasz kontakt się po prostu jakoś zawięził, pisał mi o sobie wszystko, zwierzał się i czułam w nim przyjaciela, kiedyś zapytał mnie o moje blizny na ręku i opowiedziałam mu wszystko o sobie , o moich problemach o "nałogu" do żyletki, na szczęście już dawno mam to za sobą.. opowiadałam mu to wszystko z głową spuszczoną w dół.. kiedy już skończyłam podniosłam wzrok żeby zobaczyć jego reakcje, był bardzo zdziwiony.. powiedział że zna mnie tak długo i widząc mnie codziennie w szkole nigdy by nie pomyślał że mam takie problemy z akceptacją siebie.. powiedział mi że często rozmawiał z kolegami z klasy o mnie i o tym że jedyna jestem normalna wśród rówieśników, zawsze uśmiechnięta, koleżeńska i nie taka pusta jak inne dziewczyny..
Dziś mi się zebrało na takie wspomnienia hehe :)
poleciałam do szkoły szybko więc nie zdążyłam zrobić sobie śniadania, głodna wróciłam do domu ale byłam tak przemarźnięta i śpiąca że zamiast zjeść padłam na łóżko i zasnełam..
mama mnie obudziła czy jadę do babci.. o matko na śmierć zapomniałam, dziś dzień babci.. ochh wydusiłam tak jadę już się ubieram..-obiad zjadłaś? - tak zjadłam.(kłamstwo)..
u babci wiadomo stół pełen ciast itd..
aż mnie ściskało że muszę coś skubnąć mama mnie obserwowała więc wzięłam kawałek ciasta i szybko go zjadłam, bo mama znała moje sztuczki z "bawieniem" się jedzeniem..
potem babci wcisnęła mi jeszcze pączka. zjadłam bo mama znowu oblała mnie chłodnym spojżeniem.
No i to na tyle dziś jadłam. jutro już bez żadnych słodyczy :)
a jak wam dzień minął, mam nadzieję że nieco lepiej niż mi :)









masz 18 lat, to Twoja sprawa co jesz, nie masz jakieś anoreksji, nie mdlejesz po kątach, więc ja bym na Twoim miejscu nie zwracała uwagi na mamę ;-P ja tam się szczerze uśmiecham, dużo rzeczy mnie cieszy, nawet głupota innych hehe :D
OdpowiedzUsuńtaa te wszystkie "świąteczne" okazje, ja nawpychałam w siebie paluszków :(
OdpowiedzUsuńOj, to jest najgorsze gdy udajemy kogoś kim naprawdę nie jesteśmy, też tak mam, sztuczny uśmiech, zachowanie opanowałam do perfekcji, aż przyjaciele nie mogli uwierzyć, że tak naprawdę jestem zepsuta. Ale jak to ktoś powiedział "szczęśliwi" cierpią najbardziej. Zgadzam się z tym.
OdpowiedzUsuńAch te babcie. Ciężko u nich zachować kontrolę.. też ciężko mi się uśmiechać, gdy długo jestem na diecie :(
OdpowiedzUsuń